Komitet Obrony Demokracji

ul. Górczewska 39, 01-144 Warszawa

NIP: 5252649748
KRS 0000604562

tel: 729 052 000
mail: [email protected]




NEWSLETTER
[sibwp_form id=2]

Ostrzeżenie przed bezmyślnością - KOD
Komitet Obrony Demokracji, KOD
10932
post-template-default,single,single-post,postid-10932,single-format-standard,eltd-cpt-2.2,ajax_fade,page_not_loaded,,moose-ver-3.4, vertical_menu_with_scroll,smooth_scroll,side_menu_slide_with_content,width_370,fade_push_text_right,transparent_content,grid_1300,blog_installed,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive
 

Ostrzeżenie przed bezmyślnością

Oni nas nie tylko zwodzą i mamią, nie tylko straszą i opluwają. Reżim pisowski nas także kusi. Kusi prostacką wizją świata. Gdy człowiek ma wybór, czy myśleć, czy przyjąć łatwe idee, wybiera to drugie, bo nie lubi się męczyć. Nie przejmujmy ich sposobu rozumowania – totalitarnego, na skróty, dowodzącego, że prymitywna siła zwycięża. Myślenie jest trudniejsze, ale przecież nie boli.

Przemysław Wiszniewski

Emerytury a odpowiedzialność zbiorowa
Wszyscy jesteśmy zgodni co do tego, że z moralnego punktu widzenia ubekom i kacykom nie należą się wysokie emerytury. Dziesięć lat temu PiS rządziło w Polsce i nie zmniejszyło wtedy tych emerytur. Chce zmniejszyć dopiero teraz. Dlaczego dopiero teraz? Bo ich beneficjenci stanowili także pisowski elektorat. To ten sam, co eseldowski w zależności od koniunktury. Niektórzy załapali się teraz nawet do sejmu lub inne rządowe synekury. Obniżenie tych emerytur dotyczy m.in. żony Kiszczaka, Marii, która się buntuje. Słusznie, że się buntuje, wszak przysłużyła się bardzo PiS-owi całkiem niedawno. Powinna dostać od nich order za podrzucenie plugawej fałszywki na temat Wałęsy.
Przyjdzie czas, że będziemy się mocno zastanawiać, czy obniżyć emerytury funkcjonariuszom obecnego, pisowskiego reżimu, czy też pozostawić je na ustalonym poziomie. Tak bowiem jest z każdym reżimem, że mamy obrzydzenie do jego funkcjonariuszy.
Ale emerytury obniżać może jedynie reżim. W państwie prawa nie jest to wykonalne ze względów formalno-prawnych. Dlatego emeryci pisowscy będą mogli się zacząć bać o swoje emeryckie apanaże dopiero wówczas, gdy w przyszłości zapanuje u nas jakiś kolejny reżim. Co innego bowiem poczucie sprawiedliwości dziejowej, a co innego kodeks pracy. W państwie prawa obowiązuje równość wobec prawa i nie obowiązuje odpowiedzialność zbiorowa. W reżimach jest odwrotnie.
Interes wspólny a narodowy
Wszyscy czujemy intuicyjnie, że ważniejszy jest krajowy interes od międzynarodowego. Owszem, ale co to właściwie oznacza? Nie oznacza nic, dopóki nie określimy, czy jeden interes jest zbieżny z tym drugim, czy też występuje między nimi konflikt. Dlatego sama deklaracja władzy, że przedkłada interes narodowy nad inne, jest pustosłowiem, a właściwie insynuacją, że ktoś z zewnątrz na ten nasz interes dybie. Unia Europejska powstała dlatego, że państwa uznały wspólny interes, którego postanowiły chronić. Polska przystąpiła do Unii Europejskiej po to, by realizować własne cele, zbieżne z celami całej Unii, a więc z jej efektywną pomocą. Tymi celami miał być rozwój i modernizacja. I tak się działo aż do teraz.
PiS wmawia obywatelom, że występuje sprzeczność interesów w obrębie Unii i że Polska jest wykorzystywana, więc więcej traci niż zyskuje. Dzięki rozluźnieniu więzów z Unią, Polska wstaje z kolan – twierdzi PiS – i może w sposób nieskrępowany realizować własne cele, bez oglądania się na innych. Dlatego Waszczykowski pojechał na Białoruś, by te cele realizować. Dlatego Orlen podpisał wieloletni kontrakt z Rosnieftem Putina i dlatego przywódca Chin ludowych odwiedził Warszawę. No i teraz dzięki tym bezcennym kontaktom i kontraktom wreszcie Kaczyński podźwignie Polskę z ruin, zacznie ją rozwijać i modernizować. Czekamy na kolejne biznesy. Z Kirgistanem, Bangladeszem i Wenezuelą, albowiem nie będzie Niemiec pluł nam w twarz…
Podbój kosmosu czy ukrywanie chaosu
Wszystkich nas fascynuje Azja, wielki kontynent, zagadkowy i dziki. Dlaczego mamy wciąż kierować się na Zachód? Czyżby Wschód nie miał żadnego potencjału? Andrzeja Dudę i Beatę Szydło odwiedził przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej, Xi Jinping. Nie rozmawiano o masakrze na Placu Tiananmen (niedawno świat obchodził 27. rocznicę) i o łamaniu praw człowieka w Chinach zapewne dlatego, że PiS ma w poważaniu takie błahostki i zamierza się wzorować na chińskim reżimie. Rozmawiano o wspólnym podboju kosmosu. Komuna też podbijała kosmos z pomocą Mirosława Hermaszewskiego. Ostatnio kosmonautę obraził dziennikarz reżimowej telewizji. Pewnie będą mieć własnych, pisowskich bohaterów. Dyktatury pragną skierować uwagę ludu na niebo i gwiazdy, aby się nie martwił prozą życia i by wzmóc narodową megalomanię. Prasa ostatnio donosi o „zadyszce smoka”, Chiny są w przededniu kryzysu gospodarczego. Są jednak wciąż jeszcze szansą dla Putina, na którym zresztą i w tej dziedzinie wzoruje się nasz dyktator, Kaczyński. Dlatego Rosja i Polska będą wzmacniać gospodarcze więzi z Państwem Środka. Pisowska Polska obrała azjatycki azymut, nazywając go jedwabnym szlakiem. To nic nowego. Kiedy byłem dzieckiem, Polska również przyjaźniła się z Rosją i z Chinami. Tak bardzo się przyjaźniła, że dwa lata temu dopiero skończyliśmy spłacać gierkowskie długi. Może i prawda, że przyjaźń jest bezcenna, ale bywa bardzo kosztowna. I to nie PiS będzie płacił za omyłkowe decyzje, tylko my wszyscy, i kolejne pokolenia.
Lustracja, ale tylko wybranych
Wszyscy uważamy, że z ubekami należało się rozprawić na samym początku, a jeśli rozliczenia ich poniechano, należy to jak najszybciej sfinalizować. Sprawa jednak nie jest prosta, gdyż łatwo oskarżyć o kolaborację ofiarę służb, które fabrykowały kwity. W kwestii Wałęsy mieliśmy taki spektakl całkiem niedawno. właściwie każdego można obsmarować. Każdego, pod warunkiem, że nie jest „nasz”. Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie. Dlatego z tą lustracją trzeba ostrożnie, bo może wcale nie być narzędziem „dziejowej sprawiedliwości”, tylko orężem w bieżącej walce politycznej. Generał Ścibor-Rylski, prawie stuletni żołnierz, podpadł prawicy, bo zwrócił uwagę, że na Powązkach nie należy gwizdać i za karę stanie przed sądem lustracyjnym…
Wachmistrz Zydor Luśnia za moich młodych lat wbijał Azję na pal, był żołnierzem Wołodyjowskiego, o płowym wąsie. W ekranizacji w jego postać wcielił się Ludwik Benoit, ale to niewiele pomogło. Przez te wszystkie lata „luśnia” było dla mnie inwektywą: „Ty luśnio!”. Tak się rzucało w twarz rozmaitym nieokrzesańcom. Dziś mamy nowego bohatera o tym nazwisku, już nie fikcyjnego. Jerzy Robert Luśnia, ubecki kapuś i bliski przyjaciel Antoniego Macierewicza, ministra obrony narodowej, jest prezesem Fundacji Dla Zachowania Polskiego Dziedzictwa, w której gremiach kontrolnych minister zasiada. Cóż, każda widać epoka musi mieć swojego Luśnię. Dzisiaj to uosobienie niejasnych powiązań władzy komuszej i obecnej, oraz ich obu z szemranym biznesem.
Polityka prorodzinna?
Wszyscy od dawna załamywaliśmy ręce, że żaden rząd pomimo alarmistycznych komunikatów Głównego Urzędu Statystycznego o permanentnym niżu i zapaści demograficznej, nie potrafił wymyślić systemu zachęt do płodzenia dzieci. Wprowadzano pewne ułatwienia, ale jakoś tak bez werwy, determinacji, trochę nieśmiało, a to urlopy tacierzyńskie, a to inne raczej formalne i ustawowe rozwiązania. No i trach: PiS płaci za dzieci. W odległej wprawdzie perspektywie, ale rozda też mieszkania. Bo PiS wie, jak się prowadzi populistyczną politykę po mistrzowsku handlując marzeniami – będzie rozdawał pieniądze, a wraz z nimi szczęście, zdrowie, pomyślność, doprowadzając w krótkim czasie do bomby demograficznej. Jakże my się tu w obecnych granicach pomieścimy, gdy nas zacznie przybywać w postępie geometrycznym?!
Ale, co ważniejsze, kto zapłaci za ten program 500+ ? Kto za to zapłaci?! Wszyscy zapłacimy. My wszyscy zapłacimy, łącznie z tymi, którzy teraz te pieniądze pobierają. Za wszystko bowiem trzeba płacić, zwłaszcza za złudzenie, że żyjemy w bogatym kraju, w którym można sobie lekką rączką rozdawać na lewo i prawo żywą gotówkę.
Bezwstyd zamiast wstydu
Wszyscy znamy tę zasadę: „Jak nie potrafisz, nie pchaj się na afisz!”. Ale z drugiej strony, kto to ma niby oceniać?! Zasada ta na ogół dotyczy wszystkich dookoła z wyjątkiem mnie samego. A skoro mnie ta zasada nie dotyczy, to może innych też nie? Może trzeba i warto się pchać na afisz, by sprawdzić umiejętności? Może te umiejętności łatwo nabyć? Może wystarczy chęć szczera, by zostać szefem stadniny koni, a choćby i samym ministrem? No bo co to za umiejętności: posiedzieć w gabinecie, na skórzanym fotelu, odebrać kilka telefonów za pośrednictwem sekretarki, która poda kawę w filiżance, a potem przejechać się limuzyną. Czy to wymaga jakichkolwiek umiejętności?! Do tego nie trzeba mieć żadnych kompetencji, wykształcenia, doświadczenia, wystarczy mieć po prostu poparcie i znajomości. I ładny garnitur. Nie ma się co wstydzić! Skoro na sali obrad plenarnych posłowie ostentacyjnie dłubią w nosie? A czegóż to się wstydzić, ludzka sprawa!
To są pewne obserwacje na temat spraw bieżących, połączone wspólnym mianownikiem, że władza kusi prostą wizją świata. Na przykład, że należy odebrać emerytury ubekom i kacykom. Myśmy już to przerabiali dekadę temu. Chodzi o to, że nie tylko wyborcy pisowscy, ale wszyscy dają się skusić na takie schematy myślowe. Że jednak oni co jakiś czas dobrze rozumują, a tymczasem to brednie, gdy się temu przyjrzeć z bliska. Ulegając ich sposobowi myślenia, stajemy się tacy jak oni: homo sovieticus…