Komitet Obrony Demokracji

ul. Górczewska 39, 01-144 Warszawa

NIP: 5252649748
KRS 0000604562

tel: 729 052 000
mail: [email protected]




NEWSLETTER

Myślenie Gomułką i gadanie Radziwiłłem - KOD
11024
post-template-default,single,single-post,postid-11024,single-format-standard,cookies-not-set,eltd-cpt-2.2,ajax_fade,page_not_loaded,,moose-ver-3.3, vertical_menu_with_scroll,smooth_scroll,side_menu_slide_with_content,width_370,fade_push_text_right,transparent_content,grid_1300,blog_installed,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive
 

Myślenie Gomułką i gadanie Radziwiłłem

Myślenie Gomułką i gadanie Radziwiłłem
Krzysztof Łoziński

Pan minister Konstanty Radziwiłł, po kilku dniach dopiero, zabrał głos w sprawie strajku pielęgniarek w Centrum Zdrowia Dziecka. Pan minister oświadczył, jak na ministra przystało, że to wszystko wina poprzedników. Jest to niestety stały tekst niemal wszystkich ministrów niemal wszystkich rządów. Dla obecnego rządu to niemal mantra.
Coś mi to przypomina. Gdy w latach 80. prowadziłem prace wysokościowe, dostaliśmy ofertę odmalowania amfiteatru w pewnym mieście wojewódzkim. Obejrzeliśmy obiekt i stwierdziliśmy, że konstrukcja nie wymaga odmalowania, tylko wymiany, bo grozi zawaleniem. Powiedziałem o tym inwestorowi, wojewodzie, a on na to: – Ale ja już nie będę wojewodą. I tak się to kręciło, jeden wojewodą „już nie był”, drugi „był od niedawna”, wniosek: nikt nie był winien. I tak dokładnie myśli pan minister Radziwiłł.
Pan Minister nie był sam. Towarzyszył mu zastępca, pan Bydłoń. Ten pan wygłosił tyradę, o tym jak to pielęgniarki wspaniale zarabiają – od 5 do 9 tysięcy brutto, a jeszcze mają prace dodatkowe. Odkąd pamiętam, to zawsze według władzy strajkujący zarabiali krocie. I znów coś mi to przypomina. Gdy w 1981 roku z ramienia Solidarności rozmawialiśmy z Wysokim Przedstawicielem rządzących, tenże pan wygłosił tyradę (gadał Radziwiłłem), że robotnicy to mają nieźle, bo zarabiają i dorabiają, i fuchy robią, i z pracy produkty wynoszą… Wstał na to związkowiec z Radomia i rzecze: – Panie Wysoki Przedstawicielu, ja już parę razy chciałem sobie tę maszynę do szycia z wyniesionych części złożyć, ale co zaczynam składać, to mi wychodzi kałasznikow.
Tak i pielęgniarki, dorabiają i wynoszą, tylko co? Waciki?
Pan minister zapomniał o tym, że takie przebrzydłe dziennikarskie typy, jak ja, mają swoje prasowe archiwa. Kit im trudno wcisnąć.
Pragnę więc przypomnieć panu ministrowi, że największy jak dotąd strajk pielęgniarek (i lekarzy też, tylko oddzielnie) miał miejsce w 2007 roku, gdy premierem był Jarosław Kaczyński.
Stefan Małecki Tepicht pisał wówczas w „Kontratekstach” (25.06.2007) tak:
Premier Kaczyński odrzucając żądania pielęgniarek i lekarzy ogłosił, że lekarze i pielęgniarki nie mają prawa żądać podwyżek, dlatego, że w roku 2006 dostali najwyższe podwyżki w ciągu ostatnich 17 lat – o 30%. I jest to zdanie fałszywe.
Główny Urząd Statystyczny w kwietniu 2007 roku przedstawił publikacje o zatrudnieniu i wynagrodzeniu w gospodarce narodowej w 2006 roku. Dane statystyki państwowej informują o tym, że w 2006 roku zatrudnionym w sekcji ochrony zdrowia i opieki społecznej wynagrodzenia wzrosły  o 144 zł do poziomu 2123 zł brutto, tj. o 7,3% . Najwyższą podwyżkę pracownicy ochrony zdrowia i opieki społecznej dostali po reformie w 2001 roku o 10%. A stan zatrudnienia w ochronie zdrowia maleje z roku na rok do poziomu 615 tys. osób w 2006 roku.
W tym samym czasie zatrudnieni w administracji publicznej, obronie narodowej, ubezpieczeniach społecznych i zdrowotnych otrzymali podwyżki o 154 zł, i uzyskali 3215 zł, a stan ich zatrudnienia wzrósł.
Pracownicy ochrony zdrowia i opieki społecznej od lat są grupą zawodową najniżej zarabiającą i otrzymują 66% średniej miesięcznej płacy administracji publicznej.
[…]
Jarosław Kaczyński w swoisty sposób pojmuje solidarność. Solidarnie jest wtedy, gdy jednym się zabierze, żeby innym dać. I wychodząc z takiego pojmowania solidarności premier Kaczyński pielęgniarkom i lekarzom przedstawił swą propozycję referendum.
I  postawił nas wszystkich, społeczeństwo i pielęgniarki przed diabelską alternatywą. Stajemy przed wyborem, w którym albo:
– głosujemy za podwyżką podatku, dla najbogatszych i pielęgniarki i lekarze dostaną wyższe wynagrodzenia, albo
– nie zgadzamy się na podwyżki podatków i służba zdrowia nie otrzyma wyższych wynagrodzeń.
Jest to alternatywa fałszywa, zawiera się w niej kłamliwe założenie, o tym, że zatrudnieni w ochronie zdrowia są biedni dlatego, że bogaci nie chcą na nich płacić.
I jest to oczywista nieprawda.
Ponadto, to moje paskudne archiwum zawiera jeszcze jedna ciekawostkę („Kontrateksty” 26.06.2007):
Zamieszczamy poniżej pismo, które w dniu dzisiejszym, 26 czerwca 2007, o godzinie 13-tej, zostało złożone w Prokuraturze Rejonowej Warszawa Śródmieście. Dwie godziny później premier zgodził się na spotkanie z pielęgniarkami.
Niezależny Magazyn Publicystów „Kontrateksty” 
Redakcja
Prokuratura Rejonowa
Warszawa Śródmieście

Powiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa

Opierając się na informacjach otrzymanych za pośrednictwem mediów, powiadamiam, iż istnieje możliwość popełnienia przestępstwa nieludzkiego traktowania czterech pielęgniarek przebywających na terenie Urzędu Rady Ministrów.
Według docierających informacji, pielęgniarki te są pozbawiane snu (co godzina budzone), leżą na podłodze przykrywając się gazetami, uniemożliwiono dostarczenie im koców, czystej odzieży i środków czystości. Uniemożliwiano im przez długi czas kontakt telefoniczny ze światem zewnętrznym.
Takie traktowanie ludzi zabronione jest przez międzynarodowe konwencje praw człowieka, których Polska jest sygnatariuszem.
Zwracam się do Prokuratury o podjęcie czynności sprawdzających te informacje, ustalenie stanu faktycznego, a jeśli informacje te potwierdzą się, ustalenie sprawców i doprowadzenie do ich ukarania.
Krzysztof Łoziński
Redaktor Naczelny
Niezależnego Magazynu Publicystów „Kontrateksty”
Do wiadomości:
Rzecznik Praw Obywatelskich
Helsińska Fundacja Praw Człowieka
Polska Agencja Prasowa
Redakcje gazet.
Odpowiedź prokuratury:
Odpowiedź prokuratury jest lakoniczna: „Robert Skawiński prokurator Prokuratury Okręgowej w Warszawie po rozpoznaniu zawiadomienia Krzysztofa Łozińskiego dotyczącego […tu następuje wyliczenie okoliczności, o których informowałem…] tj. czynu z art. 191§1kk, na podstawie art. 305§1kpk, postanowił: odmówić wszczęcia śledztwa w przytoczonej sprawie.”
Koniec, kropka, żadnego uzasadnienia, czy wyjaśnienia.
Muszę tu wyjaśnić, że art. 191. § 1. brzmi: „Kto stosuje przemoc wobec osoby lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia innej osoby do określonego działania, zaniechania lub znoszenia, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3″. Tak prokuratura zakwalifikowała postępowanie kogoś z kancelarii premiera wobec pielęgniarek.
Art. 305 §1 kpk mówi tylko, że prokurator ma prawo odmówić wszczęcia postępowania. Prokurator oczywiście nie ma obowiązku decyzji uzasadniać, ale to nie znaczy, że może ją podejmować „ot tak”, bez powodu. Postanowiłem więc sprawdzić, jaki był powód tej decyzji. Ponieważ, jak widać, od prokuratury się tego nie dowiem, zwróciłem się do Doroty Gardias, przewodniczącej OZZPiP z pytaniem o zainteresowanie prokuratury ich sprawą. Dowiedziałem się, że z paniami nikt z prokuratury nie rozmawiał, nikt ich nie przesłuchiwał. Wygląda więc na to, że prokuratura nie starała się ustalić faktów, lub zadowoliła się wyjaśnieniami tylko strony rządowej. Przypomnę tu, że kilka dni po wyjściu pielęgniarek z kancelarii premiera, rząd wydał „białą księgę”, czyli oświadczenie o tym, że traktował pielęgniarki dobrze. Nazwałem to wówczas w swoim komentarzu „instrukcją dla prokuratury, jaką prawdę ma ustalić”. Jak bowiem wytłumaczyć inaczej, po co wydano ten dokument?
Przypomnę jeszcze pewną kolejność zdarzeń: 26 czerwca, o godzinie 12-tej, przekazałem swoje pismo do wiadomości Rzecznikowi Praw Obywatelskich, dr. Januszowi Kochanowskiemu (kilka minut później złożyłem je w prokuraturze). Ok. godz. 13-tej Janusz Kochanowski udał się do Jarosława Kaczyńskiego. O godzinie 14-tej Jarosław Kaczyński niespodziewanie zmienił zdanie i zgodził się na spotkanie z pielęgniarkami. Wcześniej nazywał je „przestępcami, z którymi nie będzie  rozmawiał”. Czyżby zmienił zdanie pod wpływem tego zawiadomienia?
Powstaje tu zasadnicze pytanie: dlaczego prokuratura odmówiła śledztwa? Teoretycznie powody mogą być dwa: 1. wydarzenie o którym zawiadomiono nie jest przestępstwem (ale jak widać jest, skoro prokurator przypisał mu artykuł kodeksu karnego); 2. po sprawdzeniu okazuje się że podane fakty są nieprawdziwe (ale wygląda na to, że prokurator okoliczności nie sprawdzał). Czyżby był powód trzeci – polecenie Zbigniewa Ziobro? Tego się zapewne nie dowiemy.
Krzysztof Łoziński
PS. Mój przyjaciel, prof. Waldemar J. Dziak, często powtarza: „Łoziński, ty nie umrzesz we własnym łóżku”. Zaczynam się zastanawiać, czy nie ma racji.
PS.1. Zastanawiające w tej sprawie jest to, że zarówno premierowi, jak i pielęgniarkom, bardzo zależy na tym, by sprawy nie drążyć. Musi być jakiś tego powód. Moja hipoteza jest taka: polecenie, by pielęgniarki bardzo źle traktować wydał albo sam premier, albo ktoś w rządzie bardzo wysoko postawiony. Śledztwo w tej sprawie może być dla obu stron negocjacji bardzo niewygodne. Ale to tylko hipoteza.
Wypada jeszcze dodać, że po pewnym czasie uzyskałem od prokuratury wyjaśnienie, jakie czynności sprawdzające przeprowadziła: ustalono nazwiska pielęgniarek strajkujących na terenie KPRM.
I to wszystko.
Jak już grzebiemy w archiwach to przypomnijmy jeszcze jedno:
7 lipca 2007 roku pisałem tak:
Czym dłużej trwa strajk służby zdrowia (lekarzy i pielęgniarek – szkoda, że oddzielnie), tym bardziej sytuacja staje się patowa. Rząd nie ma żadnego realnego pomysłu na rozwiązanie problemu, a jedyne skuteczne rozwiązanie uważa za „najbardziej sprzeczne z programem PiS”. Wniosek jest prosty: jeśli rząd nie umie rozwiązywać problemów, trzeba rozwiązać rząd.
[…]
Najbardziej szkodliwe dla reformy służby zdrowia są pomysły, że nie ma ona funkcjonować na zasadach normalnego rynku, tylko na jakiś innych. To tak, jakby ktoś chciał zbudować samolot głosząc, że nie mają w nim działać prawa fizyki od aerodynamiki poczynając. Tak samo jak ten samolot nie poleci w oparciu o ideologię, tak samo służba zdrowia w oparciu o ideologię nie będzie działać. Pomysł, że służba zdrowia musi być państwowa, jest równie nierealny jak próba latania bez skrzydeł i silnika. Ten pomysł nie sprawdził się nigdzie. W każdym kraju, w którym istnieją państwowe placówki służby zdrowia, są one droższe od prywatnych i oferują gorszy poziom usług. Tak zresztą jest w każdej dziedzinie, nie tylko w służbie zdrowia. Przedsiębiorstwa państwowe w każdej branży są gorsze i droższe od prywatnych.
Kompletną demagogią ze strony rządzących jest ciągłe pouczanie lekarzy o przysiędze Hipokratesa. Hipokrates mógł nie odmawiać nikomu pomocy, bo w jego czasach ta pomoc sprowadzała się głównie do pocieszania pacjenta, ziołolecznictwa i prostych zabiegów. Hipokrates nie musiał finansować tomografów komputerowych, inkubatorów i drogich operacji. Szkolenie lekarza też nie trwało wówczas 12 lat (studia + staż + specjalizacja).
Trzeba przestać okłamywać społeczeństwo, że prywatna służba zdrowia będzie płatna gotówką, że nie będą w niej działać ubezpieczenia. Wierutna bzdura. Już dziś działają w Polsce niepubliczne ZOZ-y funkcjonujące w oparciu o umowy z NFZ. Pacjent nie płaci w nich za wizyty, a lekarze i pielęgniarki dobrze zarabiają.
Prywatyzacja służby zdrowia jest też korzystna dla rządu, bo pretensje płacowe będą wówczas kierowane do właściciela, a nie do państwa. Rząd odczepi się od problemu.
Rządzący powinni zrozumieć, że nie ma innego wyjścia, jak kompleksowa reforma całego sytemu oparta na normalnych mechanizmach ekonomicznych. Jeśli tego nie zrozumieją, kryzys będzie tylko narastał, obejmował coraz szersze kręgi obywateli, aż wszyscy zrozumieją to, co napisałem na początku: jeśli rząd nie rozwiązuje problemów, to trzeba rozwiązać rząd.
Tyle w artykule z 2007 roku. A co mamy dziś? PiS po staremu plecie, że służba zdrowia powinna być tylko państwowa. Jarosław Kaczyński jawnie głosił w kampanii wyborczej, że trzeba zlikwidować NFZ, finansować służbę zdrowia z budżetu (jak za Gomułki), ale tylko państwową. Prywatne placówki mają być pełnopłatne, bo Prezes wszystkiego, co prywatne nie lubi. Od lat straszy wyborców prywatyzacją.
Stan na dziś jest taki: 95 procent placówek POZ (podstawowej opieki zdrowotnej) jest prywatne. Prywatne jest też ok. 60 procent gabinetów specjalistów. To, co chce zrobić PiS, to po prostu likwidacja większości placówek służby zdrowia, bo placówki prywatne pozbawione finansowania przez NFZ w większości zbankrutują, a społeczeństwo będzie miało wybór: albo leczenie herbatą i aspiryną w szpitalu państwowym, albo drogie, płatne z własnej kieszeni, leczenie prywatne. Oczywiście większości ludzi na takie leczenie prywatne nie będzie stać. Rząd na tym zyska, bo znacznie ograniczy wydatki na zdrowie (z czegoś trzeba wziąć na kasę na 500+). Całe społeczeństwo ma ponieść konsekwencje chorej fobii Prezesa nakazującej mu niszczyć wszystko, co prywatne.
W Polsce jest za mało lekarzy i pielęgniarek z prostego powodu: za mało zarabiają, a dużo pracują i łatwo znajdują pracę na lepszych warunkach za granicą. Tymczasem PiS od lat prowadzi nagonkę na lekarzy (pokaż lekarzu, co masz w garażu, lekarze w kamasze, itp.). Prezes w nieuctwie swoim nie rozumie, że płaca i praca podlegają, jak wszystko, prawu podaży i popytu. Nie ma znaczenia, czy lekarz zarabia dużo w porównaniu z murarzem, tylko czy zarabia wystarczająco dużo do tego, by opłacało mu się pracować w Polsce, a nie w Szwecji.
Obsesja Prezesa objawia się ciągłym szczuciem na kogoś, „bo zarabia dużo”. Dość osobliwa logika: co jest złe – to, że ktoś zarabia mało, czy to, że ktoś zarabia dużo. W normalnym świecie złe jest to, że ktoś zarabia mało, w świecie PiS-u, odwrotnie. To cała ich logika: jak biednemu Jasiowi pomóc? Bogatszemu Stasiowi zaszkodzić! Wszystkim po równo, wszystkim g…
Prezes ma jeszcze jeden pomysł: całkowitą wymianę kadr we wszystkich dziedzinach (w służbie zdrowia też). Po to rozwalono służbę cywilną. Nie będzie już konkursów, będzie jak za Gomułki – „nie matura, lecz chęć szczera”, to znaczy, że decydującym kryterium ma być lizusostwo wobec PiS. Mam w związku z tym pytanie: czy znacie Państwo przykład, by wymiana mądrych na głupich przyniosła pozytywne skutki?