Komitet Obrony Demokracji

ul. Górczewska 39, 01-144 Warszawa

NIP: 5252649748
KRS 0000604562

tel: 729 052 000
mail: [email protected]




NEWSLETTER

Jeszcze Solidarność nie umarła… - KOD
22026
post-template-default,single,single-post,postid-22026,single-format-standard,cookies-not-set,eltd-cpt-2.2,ajax_fade,page_not_loaded,,moose-ver-3.3, vertical_menu_with_scroll,smooth_scroll,side_menu_slide_with_content,width_370,fade_push_text_right,transparent_content,grid_1300,blog_installed,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive
 

Jeszcze Solidarność nie umarła…

W dniu 40. rocznicy podpisania porozumień gdańskich rozmawiamy z kieleckimi założycielami i działaczami pierwszej „Solidarności”. Pamiętają z tych dni silne emocje – entuzjazm, nadzieję, poczucie wspólnoty, ale i strach, obawy. Co do jednego nie mają wątpliwości – te dni silnie wpłynęły na całe ich życie.

Redakcja: – Co Pan czuł w pierwszych dniach, miesiącach po podpisaniu porozumień sierpniowych, w okresie nazwanym później „festiwalem Solidarności”?

Bogdan Białek: – Zależy, o jakim okresie mówimy. Na przełomie sierpnia i września 1980 jeszcze nie było oficjalnej nazwy Solidarności. Powstawały różne niezależne związki. Pamiętam ten chaos organizacyjny. Na przykład, kiedy zakładaliśmy razem z Basią Braun NSZZ „Solidarność” w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Kielcach, myśmy się na początku zapisali nie do regionu świętokrzyskiego a małopolskiego. To pokazuje jakąś dezorientację, ale przez te pierwsze miesiące w miarę szybko, jak na Polskę, powstały odpowiednie regulacje, jeden związek, podział na regiony i tak dalej. Byłem bardzo skoncentrowany zadaniowo, bo trzeba było wykonać tę pracę organizacyjną, organiczną. Był entuzjazm, ale i mnóstwo obaw, zwłaszcza w takim mieście jak Kielce. Tu strajki zaczęły się dopiero, jak już zostały podpisane porozumienia sierpniowe. Były też obawy przed nowym związkiem. Pamiętam, jak z Jurkiem Stępniem [Jerzy Stępień, późniejszy prezes Trybunału Konstytucyjnego – red.] poszliśmy rozmawiać o założeniu „Solidarności” na poczcie. Na spotkaniu padały pytania socjalne, czy wczasy będziemy dawać, cebulę i ziemniaki załatwiać, bo do tej pory związki zawodowe tym się głównie zajmowały. Tak to było, ale było też wielkie uczucie, że coś pękło. Ulga, jakby nagle wrzód, który uwierał, bolał, w końcu pękł i człowiek czuje się już zdecydowanie lepiej, mimo że trochę śmierdzi. Wtedy myślałem, że już tylko będzie w Polsce lepiej.
Więcej:
https://kielcekod.pl/2020/08/jeszcze-solidarnosc-nie-umarla/