Komitet Obrony Demokracji

ul. Górczewska 39, 01-144 Warszawa

NIP: 5252649748
KRS 0000604562

tel: 729 052 000
mail: [email protected]




NEWSLETTER
[sibwp_form id=2]

Jak nas widzą, tak nas piszą, czyli między Idaho a Londynem - KOD
Komitet Obrony Demokracji, KOD
4855
post-template-default,single,single-post,postid-4855,single-format-standard,eltd-cpt-2.2,ajax_fade,page_not_loaded,,moose-ver-3.4, vertical_menu_with_scroll,smooth_scroll,side_menu_slide_with_content,width_370,fade_push_text_right,transparent_content,grid_1300,blog_installed,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive
 

Jak nas widzą, tak nas piszą, czyli między Idaho a Londynem

Jak nas widzą, tak nas piszą, czyli między Idaho a Londynem
Janusz Kotarski

Świat patrzy na nas. Co widzi, dowiedziałem się ostatnio z listu opublikowanego w Internecie i z „The Guardian”.
Zacznę od listu:
Dear Polish Friends,
jako prosty, lecz w pełni świadomy Amerykanin, obywatel stanu Idaho, absolwent college’u w Boise, muszę stwierdzić, że jesteście jakimś bardzo dziwacznym narodem, z równie dziwacznym państwem.
Oto dowiaduję, że ta cała wasza heroiczna walka z komunizmem to oszustwo. Organizowały ją wasze tajne służby, sterowane przez sowiecką Rosję. A rzekomą walkę o wolność prowadził tajny agent Lech Wałęsa (chyba trzeba mu odebrać nagrodę Nobla?).
Co więcej, czytam, że kilka lat temu zamordowaliście własnego prezydenta. We współpracy z obcym mocarstwem! I zamiast się tego wstydzić, rozgłaszacie ten fakt na cały świat, ściągając nawet zagranicznych ekspertów, żeby to potwierdzili.
To wszystko znaczy, że tak naprawdę, ta cała wasza Polska to tylko tajna republika rosyjska.
Więc nie będę sobie wami zawracał głowy. Dobrze, że nie znieśliśmy wam wiz. A jakby ktoś chciał posłać naszych marines do waszej puszczy, napiszę do prezydenta, aby tego nie robił. Wy pierwsi powiecie Putinowi o nich wszystko i podłożycie trotyl w ich bazie.
To by było na tyle.
Mike H.
Tyle „w pełni świadomy absolwent” amerykańskiego college’u w Boise.
„The Guardian” – uznawany za opiniotwórczy dziennik brytyjskiej wyższej klasy średniej – próbuje przybliżyć czytelnikom genezę obecnych wydarzeń. Przypomina, że „pod koniec stycznia 1993 roku, trzy lata po zniesieniu, narzuconej Polakom przez sowietów Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, pięciotysięczny tłum demonstrantów przemaszerował obok warszawskiej rezydencji Lecha Wałęsy. (…) Jarosław Kaczyński, jako jeden z przywódców demonstracji, gniewnie krzyczał o Wałęsie przez megafon: „Miał być naszym prezydentem, ale stał się ich prezydentem. Prezydentem czerwonych”. Demonstranci spalili kukłę noblisty, skandując „chcemy prezydenta, nie chcemy agenta!””.
Dziennik zwraca uwagę, iż mimo, „że bracia Kaczyńscy uczestniczyli w 1989 r. w obradach Okrągłego Stołu (Lech Kaczyński był również uczestnikiem rozmów w Magdalence – dop. autora), to obaj budowali swoje kariery na fundamentalnym argumencie: Wałęsa i liberalni intelektualiści Solidarności zdradzili przejście Polski do demokracji, umożliwiając komunistom utrzymać dźwignię władzy w swoich rękach w zamian za uzyskanie wysokich urzędów”.
Ludzie, którzy piastowali wspomniane urzędy, już ich nie piastują. Wielu z nich odeszło, zapisując się w polskiej historii złotymi zgłoskami i budując wizerunek Polski – jak podkreśla „The Guardian” – jako narodu, którego „najnowsza historia jest jednym triumfem. (…) Ten nadal – pisze brytyjski dziennik – stosunkowo biedny (w relacji do zachodnich, europejskich standardów) naród, ma dziś bardziej dynamiczną gospodarkę, niż jakikolwiek kraj byłego bloku komunistycznego. Po wiekach okupacji i obcego nadzoru, Polska jest dziś niezależnym państwem, zakotwiczonym w zachodnich instytucjach politycznych, gospodarczych i bezpieczeństwa, takich jak UE i NATO. Polacy nigdy, w ponad 1000-letnich dziejach, nie byli tak dostatni i bezpieczni. O korzystaniu z praw indywidualnych i zbiorowych ich przodkowie mogli tylko pomarzyć”.
Między sposobem postrzegania Polski przez „prostego, lecz w pełni świadomego” Amerykanina a czytelnika „The Guardian” jest podobna różnica, jak między sposobem postrzegania naszej rzeczywistości i najnowszej historii przez zwolenników PiS a opozycję i KOD-owców.
Dramat polega na tym, że odbiorców akceptujących treści i formy przekazu w stylu „The Guardian” – jak na lekarstwo, Natomiast chętnych do kształtowania swych opinii, analogicznie, jak czyni to „obywatel stanu Idaho”, co niemiara… Dlatego właśnie poseł Jarosław Kaczyński uparcie od lat buduje własną karierę na dogmacie narodowej zdrady, adresując swój przekaz do „prostych i w pełni świadomych”. Niestety robi to skutecznie, nawet wtedy, gdy sięga po zleżałą amunicję. Byle tak dalej, a wrócimy tam, skąd wyszliśmy w 1989 roku.
Nasz wizerunek w Idacho kompletnie PiS nie obchodzi. Problem w tym, że „prości i w pełni świadomi” absolwenci amerykańskich college’ów mogą mieć znaczący wpływ na przyszłe decyzje, co do marines.