Komitet Obrony Demokracji

ul. Górczewska 39, 01-144 Warszawa

NIP: 5252649748
KRS 0000604562

tel: 729 052 000
mail: [email protected]




NEWSLETTER

Eliza Nowikowska: Edukacja Super Omnia - KOD
Komitet Obrony Demokracji, KOD
24553
post-template-default,single,single-post,postid-24553,single-format-standard,eltd-cpt-2.2,ajax_fade,page_not_loaded,,moose-ver-3.4, vertical_menu_with_scroll,smooth_scroll,side_menu_slide_with_content,width_370,fade_push_text_right,transparent_content,grid_1300,blog_installed,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive
 

Eliza Nowikowska: Edukacja Super Omnia

NON SCHOLAE, SED VITAE DISCIMUS

PREAMBUŁA do KONSTYTUCJI
z dnia 2 kwietnia 1997r.

W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny, odzyskawszy w 1989 roku możliwość
suwerennego i demokratycznego stanowienia o Jej losie, my, Naród Polski – wszyscy
obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy,
sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości
wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego
– Polski, wdzięczni naszym przodkom za ich pracę, za walkę o niepodległość okupioną
ogromnymi ofiarami, za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu
i ogólnoludzkich wartościach, nawiązując do najlepszych tradycji Pierwszej i Drugiej
Rzeczypospolitej, zobowiązani, by przekazać przyszłym pokoleniom wszystko, co cenne
z ponad tysiącletniego dorobku, złączeni więzami wspólnoty z naszymi rodakami rozsianymi
po świecie, świadomi potrzeby współpracy ze wszystkimi krajami dla dobra Rodziny
Ludzkiej, pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa
człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane, pragnąc na zawsze zagwarantować prawa
obywatelskie, a działaniu instytucji publicznych zapewnić rzetelność i sprawność, w poczuciu
odpowiedzialności przed Bogiem lub przed własnym sumieniem, ustanawiamy Konstytucję
Rzeczypospolitej Polskiej jako prawo podstawowe dla państwa oparte na poszanowaniu
wolności i sprawiedliwości, współdziałaniu władz, dialogu społecznym oraz na zasadzie
pomocniczości umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot. Wszystkich, którzy dla
dobra Trzeciej Rzeczypospolitej tę Konstytucję będą stosowali, wzywamy, aby czynili to,
dbając o zachowanie przyrodzonej godności człowieka, jego prawa do wolności i obowiązku
solidarności z innymi, a poszanowanie tych zasad mieli za niewzruszoną podstawę
Rzeczypospolitej Polskiej.

Nie wyobrażam sobie innego wstępu.
Nie umiem zrezygnować choćby z jednego przecinka. Słowa przemyślane, głęboko
mądre, piękne i proste. Są jednym z najwspanialszych i najbardziej wzruszających opisów
Ojczyzny jakie znam.

Parę wybranych zdań, adaptowanych fragmentów na pewno mogłoby każdemu
starszemu przedszkolakowi i młodszemu uczniowi dać w przyszłości wyobrażenie
o Ojczyźnie i dobru Rodziny Ludzkiej; bez jątrzenia ran, bez wiecznego monologu o krwi
i bliznach, niekończących się ofiarach, dając nadzieję na to, by – trawestując słowa Wisławy
Szymborskiej – „wszyscy w rodzinie umierali z miłości”. Takiej Polski, Europy i Świata chcę
dla moich wnuków.

Preambuła powinna być wstępem do każdego statutu szkoły, każdego statutu
samorządu uczniowskiego, każdego statutu młodzieżowej rady miasta.
Jedyna droga, która prowadzi do zbudowania, opisanej w preambule, dobrowolnej
i dającej oparcie i otwartej wspólnoty społecznej wiedzie przez edukację.
Edukacja, w sposób oczywisty, musi być powszechna i z natury swej społeczna,
dotycząca każdego i wszystkich, bo to my społeczeństwo, a nie partia czy rząd, jesteśmy
właścicielami szkół. Dla każdego państwa, każdej społeczności edukacja powinna być
wartością samą w sobie, najwyższą i prymarną. Bez uznania oświaty i nauki za dobro
wspólne i fundamentalne odbieramy sobie szansę na rozwój, sensowną teraźniejszość
i przyszłość. Finowie, bardzo dzisiaj podziwiani za stworzenie systemu, zrozumieli to ponad
kilkadziesiąt (40!) lat temu. Była to dla nich jedna z ważniejszych idei, wokół której potrafili
się zjednoczyć.

Po roku 1989 przegapiliśmy edukację. Minęło 30 lat, choć nie chodzi o ich liczbę,
liczą się treści i sens, jakimi wypełniliśmy ten czas. Przegapiliśmy szansę stworzenie systemu
na miarę współczesnych potrzeb i wyzwań cywilizacyjnych, czas debaty nad tym, ile ma być
państwa, a ile autonomii regionów, samorządów, uczelni i szkół. Chyba zbytnio postawiliśmy
na żywioł „przerabiania” pękających w szwach programów. Zaniedbaliśmy wiedzę
filozoficzną, prawną ekonomiczną, inne ogromnie ważne kompetencje kluczowe, inteligencje
wielorakie, w tym społeczne.

Bardzo przydałyby się nam teraz umiejętności budowania i rozwijania wspólnoty,
samorządności, obywatelskości; bo mądra i wszechstronna edukacja sprawdza się
w sytuacjach głębokiego kryzysu państwa, daje szansę na postęp, znalezienie porozumienia,
uczy szacunku dla oponentów. Skostniałe w swojej formule szkoły, przypominające zakłady
edukacyjne klasowo – lekcyjno – przedmiotowo – konkursowe, uzupełniane otwarcie
korepetycjami, takich szans nie dają lub w niewielkim stopniu. W tym kontekście wyniki
tegorocznych matur odbieram jako fatalne. Najsłabszy poziom z wiedzy o społeczeństwie
daje obraz jeszcze bardziej ponury. Czy może on oznaczać trzydziestoprocentowe
przygotowanie do funkcji społecznych, ról zawodowych i osobistych? Czy jest
to trzydziestoprocentowa kompetencja widzenia i rozumienia siebie i świata?
Non scholae, sed vitae discimus – uczymy się nie dla szkoły, lecz dla życia. Dobra
szkoła ewaluowała przez wieki po to, by jej absolwenci stali się osobami samodzielnie
myślącymi, wszechstronnie kompetentnymi, dojrzałymi społecznie, osobami i obywatelami,
świadomymi swoich zasobów, swojej wartości, umiejącymi je wykorzystywać w świadomie
dokonywanych wyborach osobistych i społecznych. Dlaczego przez dziesięciolecia, jak się
okazuje mało skuteczne, trzeba nam nakładać łopatą do głowy podstawowe zasady państwa
demokratycznego i obywatelskiego. Dlaczego ciągle w badaniach ankietowych pojawiają się
bezrefleksyjne dwucyfrowe odpowiedzi „nie wiem” i „nie mam zdania”?
ME(i)Nnicą czego jest Ministerstwo?

Kolejny raz okazuje się, że łatwiej jest wywalczyć wolność „od” czegoś, niż
wypracować wolność „do”. Szkoły, jak rzadko które instytucje, stwarzają możliwość
budowania świadomości społeczeństwa i państwa: demokratycznego, obywatelskiego,
samorządowego i pluralistycznego. Dobra oświata, dobra szkoła jest na pewno wsparciem dla
społeczeństwa, obecnie, sama potrzebuje wsparcia, bo pozycjonowana jest na szarym końcu
listy priorytetów rządzących.

Na pana ministra i jego doradców na pewno liczyć nie możemy. Popisowe, butne,
homofoniczne i ostracyzujące wypowiedzi, pierwsze kroki realizacji „wizji” pana ministra
programów narodowych, populistycznych i politycznych rozwiewają nadzieję na budowanie
etosu oświaty, statusu nauczycieli i przyszłościowego humanistycznego systemu ogólnie
pojętej edukacji. Do wyzwań cywilizacyjnych przyszłego systemu oświaty pozwolę sobie
odnieść się następnym razem.

Minister, mocą swojego autorytetu, powinien być pierwszym pedagogiem RP,
mentorem, wzorem uosabiającym społeczne wartości konstytucyjne. Jako były nauczyciel,
wychowawca, nauczyciel akademicki i dyrektor szkoły chciałabym zauważyć, że stokroć
więcej empatii, kompetencji komunikacyjnych i kultury osobistej, godnego reprezentowania
szkoły wymagamy od dzieci i młodzieży.

Wypowiedzi i postawa pana ministra stoją w jawnej sprzeczności z jakąkolwiek
humanistyczną ideą pedagogiczną. Podobnie jak opresyjne działania i rozporządzenia
ministerstwa, które są – w czystej postaci – przemocą państwową, administracyjną
i finansową. Jawnie zastraszają, ubezwłasnowalniają i antagonizują podmioty oświatowe:
kuratoria, organy prowadzące, dyrektorów szkół. W tym miejscu chcę przywołać ważne
dla mnie wspomnienia. W roku 1994, kiedy obejmowałam prowadzenie szkoły
społecznej – przygotowywanej do rozwiązania – z niezwykłą pomocą i zrozumieniem
spotkałam się właśnie w kuratorium. Na zawsze zostały mi w pamięci wysokie wymagania,
ale również klimat inspiracji i doskonalenia się, wielkiego zaufania ze strony dyrektor
wydziału, wizytatorów, a nawet kuratorów. Bez ich kompetencji i wsparcia moja szkoła nie
miałaby szans na przetrwanie. Nie dajmy się podzielić!

NOWY ROK SZKOLNY

Rok szkolny 2021/22 będzie „nowym” jedynie z nazwy, przyniesie bowiem cały
bagaż starych problemów, do których dołączą te, ujawnione w ostatniej fali pandemii i te
„wykreowane” obecnie przez ministerstwo, które będą dodatkowym obciążeniem. Na pewno
będzie czasem próby dla całego środowiska. Będzie rokiem najbezpieczniejszym dla szkół
wyznaniowych. Typowym dla szkół, które nie cierpią z braku autonomii i skrzętnie odwołują
się do realizacji rozporządzeń ministerstwa. Niełatwym dla tych szkół niepublicznych, które
funkcjonują bez wyraźnej idei pedagogicznej. Szkoły mogą więc być ministerialne i partyjne,
bądź takie, jakie będziemy w stanie zorganizować i obronić sami w zgodzie z własnym
pojęciem autonomii wewnętrznej, środowiskowej i zasadami wybranego podejścia
psychologiczno – pedagogicznego. W kontekście takich dylematów wałkowanie tematu
dezynfekowania pomieszczeń, wietrzenia sal, noszenia maseczek, mycia rąk i utrzymywanie
dystansu wydaje mi się trochę nadmiarowe, drugorzędne i mało wiarygodne w warunkach
szkolnych. Oczywistościom poświęcajmy energię proporcjonalnie do ich wagi. Trudne
doświadczenia ostatnich lat „przemian” potraktujmy jako trening sprawczości i dzielności.
Co się powinno zmienić lub co się zmieni? Odpowiedzialność za realizację idei
pedagogicznej szkoły, bardziej niż dotąd, będzie spoczywała na dyrektorze szkoły.
Od kompetencji merytorycznych, osobowości i siły charakteru będzie zależało czy okaże się
on strażnikiem misji, czy urzędnikiem literalnie wypełniającym płynące z góry rozkazy.
Dyrektor był od zawsze, a teraz będzie tym bardziej, postacią strategiczną w systemie,
symbolem prestiżu szkoły w społeczeństwie i środowisku oświatowym.
Warunkiem sine qua non powodzenia musi być mądra i animowana przez dyrekcję
współpraca z rodzicami i dziadkami, zadbanie o ich zaufanie, przekonanie ich o potrzebie
osobistego, realnego i merytorycznego zaangażowania. W sytuacji wypierania ze szkół
organizacji społeczno – kulturalno – oświatowych, kompetencje zawodowe rodziców
i zaproszenie ich do pracy społecznej na rzecz uczniów mogą być nieocenionym
uzupełnieniem procesu kształcenia i wychowania, budowaniem klimatu nowego wymiaru
partnerstwa. Osobisty – nie tylko mailowy! – kontakt na sierpniowych i wrześniowych
spotkaniach dyrektora z rodzicami, powinien być odebrany jako wiarygodny przekaz, dający
poczucie bezpieczeństwa.

Dyrektor jest osobą, która – poza ustanowieniem jak najlepszych relacji
z rodzicami – powinna zatroszczyć się o uhonorowanie zaproszeniem do dalszej współpracy
wychowawców, nauczycieli mistrzów, kończących pracę zawodową. Pozostawienie ich,
w różnych rolach, byłoby najlepszym panaceum na nieprzewidywalne i chaotyczne czasy.
Pandemia zdecydowanie ujawniła, że są to osoby niezastąpione, integralnie związane
z wartościami, jakim hołduje szkoła, z najlepiej pojętym dobrem wychowanków. Obecność
mistrzów i sprawdzonych opiekunów byłaby jednocześnie realnym wsparciem
psychologiczno – pedagogicznym.

Odkąd pamiętam owo „wsparcie” jest w szkole piętą Achillesową i nie stanowi jednolitego
systemu. Opiera się wyłącznie na osobistym zaangażowaniu, zdobywaniu kompetencji
– na własny koszt – nielicznych pasjonatów. Praca szkolnego psychologa jest bowiem
szczególną specjalizacją, do której studia nie dają należytego przygotowania. Na opiekę p-p
składa się realizacja wielu wyczerpujących zadań zapewnienia kondycji psychofizycznej nie
tylko uczniów, ale i grona, bywa, że również rodziców. To nieustający „ostry dyżur”.
Pojedynczo pracujące osoby, obarczone setkami uczniów, nie mają żadnych szans
na udzielenie pomocy komukolwiek i skupiają się raczej na prowadzeniu dokumentacji.
Bardzo obciążająca jest, poza nieustannym doskonaleniem kompetencji – w duchu podejścia
pedagogicznego szkoły – odwaga bycia superwizorem całego grona, wychowawców,
pracowników niepedagogicznych, a nawet dyrekcji. W relacjach ze zmagań sportowych nasi
olimpijczycy wiele uwagi poświęcali pracy psychologów, trenerów mentalnych, osób
wspierających. Szkoły dzielą od tego świata lata świetlne. Jedynym ratunkiem są bardzo
obciążone pracą poradnie p-p i terapia prywatna.

NA CO MOŻEMY MIEĆ WPŁYW

Od zaraz jednak, możemy zająć się tym, co zależy od nas. Możliwe jest opracowanie
przez dyrekcję, zespołu psychologów i pedagogów wewnątrzszkolnego, czy też
środowiskowego, interdyscyplinarnego programu zajęć i opieki, realizowanego przez
nauczycieli różnych specjalności, istotnych dla kondycji psychofizycznej i duchowej
uczniów: wychowawców, katechetów, etyków, polonistów, wuefistów, biologów, nauczycieli
mistrzów i… rodziców i dziadków specjalistów.

Niezwykle istotne byłoby (niestety koszty!) opracowanie przez dyrekcję systemowego
programu obligatoryjnego doskonalenia psychologicznego i metodycznego – raz lub dwa razy
w semestrze – dla całego grona, zespołów interdyscyplinarnych, zespołu wychowawców:
wychowawców, katechetów, etyków, wybranych nauczycieli mistrzów. Problematyka
wynikałaby z podejścia pedagogicznego obranego w szkole i dotyczyła, między innymi,
umiejętności realnego wsparcia i pierwszej pomocy psychologicznej budowania relacji
grupowych, reagowania w sytuacjach kryzysowych, pracy nad zasobami. Doskonalenie
połączone byłoby z możliwością skorzystania z konsultacji indywidualnych i grupowych
z prowadzącymi, superwizji, w czasie pomiędzy warsztatami doskonalenia. Z mojego
doświadczenia wynika, że wybrane przez pojedynczych nauczycieli, choćby interesujące dla
nich kursy, często niewiele wnoszą do systemu szkolnego, który ma być kodeksem p-p dla
wszystkich nauczycieli, a także (teraz już tak!) pracowników niepedagogicznych.
Konieczne jest zdecydowane odejście od niepedagogicznych obyczajów: rankingów
wewnętrznych i zewnętrznych, porównywania się i źle pojętej rywalizacji, szaleństwa
„wywalczania” średnich ocen, stypendiów (czy na pewno uczciwie wypracowanych
i wiarygodnych w warunkach online?), niebezpiecznego dzielenia się na podgrupy
„wg zdolności” od najmłodszych klas. To byłoby najprostsze zapobieganie rozchwianiu
psychospołecznemu dzieci i młodzieży.

Ważne byłoby uwzględnienie rozwiązań w duchu psychologii przestrzeni: dużo jasnych
kolorów, dużo światła i świeżego powietrza, kącików odpoczynku poza klasą. Bardzo
pożyteczne byłoby, przy pomocy organizacyjnej i finansowej rodziców, stworzenie miejsc
do pracy wokół budynku szkoły (vide: zajęcia na plaży w Hiszpanii, idea znana i stosowana
od dziesięcioleci), altan, stołów itp., które umożliwią bezpieczne zajęcia w sytuacjach
pandemicznych, zainstalowanie zlewów w klasach, co bardzo pomoże utrzymać higienę
i ograniczyć gromadne korzystanie ze wspólnej toalety, nauczy oszczędzać wodę.
Warto byłoby rozważyć możliwość, głownie z myślą o klasach egzaminacyjnych szkół
podstawowych i średnich, skorzystania z pomieszczeń parafialnych, firm należących
do rodziców, miejsc rekreacyjnych Lublina itp. Jednym słowem, przygotowanie wszelkich
możliwych wariantów funkcjonowania w nieprzewidywalnych okolicznościach. Ale… była
to, moim zdaniem, praca do wykonania w II semestrze minionego roku, we wrześniu może
okazać się spóźniona.

W moim przekonaniu, realnym wsparciem kondycji psychospołecznej i poczucia
sprawczości uczniów, byłoby ośmielenie, obudzenie do działania samorządu szkolnego. Tym
ważniejsze, że jest to przecież organ szkoły. W wielu sprawach samorząd może przecież
zajmować stanowisko, opiniować i podejmować rozwiązania w duchu mojego ulubionego
hasła: „Otwórz oczy, obudź serce, rusz du… szę”.

Marzy mi się, by to samorządy i Młodzieżowa Rada Miasta Lublin zadbały
o zawieszenie tekstu preambuły do konstytucji w każdej szkole, w podobnie honorowym
miejscu jak nasze godło. Chciałabym, by preambuła była lejtmotywem każdej uroczystości
szkolnej, a jej adaptowany tekst, w zależności od wielu uczniów i etapu nauczania, był znany
tak, jak słowa naszego hymnu.

Marzy mi się, by samorządy szkolne i młodzieżowa rada miasta uhonorowały
zaproszeniem na debaty filozoficzno – społeczne, rekolekcje ks. prof. dr hab. Alfreda
Wierzbickiego, ks. prof. dr hab. byłego rektora KUL Andrzeja Szostka, o. Ludwika
Wiśniewskiego. Bardzo zbudowałoby to świadomość pielęgnowania i praktykowania
wartości w świecie ambiwalentnych znaczeń i manipulacji. Jak bardzo zyskałby na tym
Młody Lublin, zwłaszcza w perspektywie organizacji Młodzieżowej Stolicy Europy 2023r.,
także w kontekście kultury społecznej.

Marzy mi się, by samorządy ustanowiły jako „nagrodę” za rok szkolny 2021/22 teksty
wystąpień Olgi Tokarczuk w Sztokholmie i Mariana Turskiego w Oświęcimiu, wraz
z tekstem mojej ukochanej preambuły do konstytucji RP. Wiem, to bardzo spóźnione
działanie, ale niezwykle cenne.

Niezależnie od marzeń, stanowczo uważam, że we wszystkich szkołach w Lublinie
i Polsce, autentyczną nauką demokracji powinny być wrześniowe wybory do samorządów
szkolnych i młodzieżowej rady miasta. Wybory szkolne, potraktowane jako zaliczenie
w ramach wiedzy o społeczeństwie, jako trening umiejętności społecznych, który możliwy
jest i zaczyna się właśnie w szkole, a w przyszłości decyduje o jakości i kulturze naszego
życia społecznego i samorządowego. Na marginesie, proszę o stopnień „celujący’
dla garsteczki (!) uczniów, którzy uczestniczyli w spotkaniu Tour de Konstytucja 6 sierpnia
w Lublinie.

Myślę, że znakomity materiał społeczno – polityczno – filozoficzno – religijny
do wykorzystania na zajęciach warsztatowych przyniesie miesiąc wrzesień: problem migracji,
konferencje partyjne, beatyfikacja kardynała Stefana Wyszyńskiego, obrady sejmu,
zapowiadane strajki wielu grup zawodowych. Warto będzie przepracować te wydarzenia
ku pożytkowi społecznemu: uwrażliwieniu i przestrodze.

Dzisiaj, wobec tego co widzimy i przeżywamy, skupmy się na pracy organicznej
i rozwijaniu zasobów własnych, postaw społecznych i etycznych. Jest w nas i naszych
dzieciach, młodzieży wiele dobra i mądrości, które zawdzięczamy tysiącom nauczycieli,
naszym osobom znaczącym, mistrzom, rodzinom. Mamy tysiące dobrych szkół, bez względu
na to, czy są niepubliczne „wiodące”, czy nie. Mamy setki fundacji, stowarzyszeń, instytucji
społecznych, oświatowych, kulturalnych i kulturowych o wielkim dorobku merytorycznym,
wartym wykorzystania teraz i w przyszłości. Nie dajmy sobie tego odebrać, pomimo trwającej
od lat polskiej „chińskiej rewolucji kulturowej”, huraganu zwanego „dobrą zmianą”.
To ważna praca domowa, nie tylko dla oświaty i szkoły – dla wszystkich nas. Jeśli
odrobimy ją uczciwie i samodzielnie, właściwego wymiaru społecznego nabiorą słowa
„ja” i „my”. Pamiętajmy – edukacja super omnia!

Eliza Nowikowska
zawsze obecny duchem nauczyciel RP
Sierpień 2021r