Komitet Obrony Demokracji

ul. Górczewska 39, 01-144 Warszawa

NIP: 5252649748
KRS 0000604562

tel: 729 052 000
mail: [email protected]




NEWSLETTER
[sibwp_form id=2]

Z budżetu obywatela do budżetu państwa - KOD
Komitet Obrony Demokracji, KOD
10976
post-template-default,single,single-post,postid-10976,single-format-standard,eltd-cpt-2.2,ajax_fade,page_not_loaded,,moose-ver-3.4, vertical_menu_with_scroll,smooth_scroll,side_menu_slide_with_content,width_370,fade_push_text_right,transparent_content,grid_1300,blog_installed,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive
 

Z budżetu obywatela do budżetu państwa

Minister Henryk Kowalczyk, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów, oficjalnie stwierdził, że w przyszłym roku na realizację programu 500+ zabraknie gigantycznej kwoty 5 mld złotych. Następnie dodał, że pieniądze się znajdą. Czy jednak na pewno? Bowiem proste rezerwy budżetowe zostały już dawno wykorzystane i doszły kolejne emisje obligacji, które nie są niczym innym jak kredytem. Zadłużenie Polski wzrosło w tempie rekordowym, a minister finansów ma problem jak zbilansować przyszłoroczny budżet.

Jerzy Gogół

Dyskontując różne obietnice wyborcze ugrupowań partyjnych w poprzednim okresie, to prawie zawsze kończyły się wówczas, kiedy przyszło uchwalać budżet. Dokonywano wtedy korekty budżetu, a deficyt wzrastał. Program 500+, dzięki któremu PiS wygrał wybory, był już korygowany wielokrotnie, bowiem pani Szydło w pierwszych wypowiedziach w czasie kampanii wyborczej zapowiadała, że każde dziecko otrzyma kwotę 500 zł miesięcznie.  Bardziej przytomni ekonomiści PiS złapali się za głowy i czym prędzej pani premier skorygowała, że na każde drugie dziecko, a na pierwsze zakreśliła próg dochodowy nieprzekraczający 800 zł. Co ciekawe, z bilansu potencjalnych wyborców PiS wynikało, że należy dać również bogatym, ponieważ może zabraknąć głosów, aby wygrać wybory. Względy moralne, aby wyrównywać poziom zamożności społeczeństwa zeszły na plan dalszy, bo wybory przecież wygrać trzeba.
Wracając do realiów dnia dzisiejszego. Realizacja programu 500+ zmusiła rząd do nadzwyczajnych działań w celu uzyskania dodatkowych środków. Wprowadzono dwa dodatkowe podatki. Jednym z nich jest zwany bankowym, a drugi handlowym, którym nadano propagandowy podtekst, że nareszcie rząd dobiera się do wstrętnych kapitalistów, a co ważniejsze – zagranicznych, co znalazło aprobatę zwolenników ideologii narodowej. Kierownictwo rządu ukryło informację, że podatki te spowodują prędzej czy później wzrost cen towarów i usług, za które zapłacą klienci ze swoich kieszeni. Już aktualnie odnotowuje się wzrost cen chleba, cukru i innych artykułów oraz wzrost cen usług bankowych. Dodatkowym źródłem finansowania programu 500+ staje się lepsza ściągalność podatków oraz likwidacja szarej strefy związanej z wyłudzaniem podatku od towarów i usług. Istotnie, Ministerstwo Finansów zwiększyło wpływy w tym zakresie, ale z końcowymi efektami należy poczekać, ponieważ wiele decyzji zostało zaskarżonych w trybie postępowania przed sądami administracyjnymi.
PiS zmienił też wiele przepisów, które nie respektują umów cywilnoprawnych, transakcji między podmiotami gospodarczymi, których interpretacja dotycząca ich pozorności w celu ominięcia zobowiązań podatkowych budzi coraz więcej wątpliwości prawnych. Skutkiem ubocznym słusznej decyzji o poprawie skuteczności podatkowej jest jednak wycofywanie się kapitałów zagranicznych z obawy właśnie na zbyt ogólne przepisy podatkowe dające duże możliwości interpretacyjne, których zastosowanie niewłaściwe przez urzędnika skarbowego może doprowadzić do bankructwa firmy. To jest kolejna cena, jaką płacimy za realizację tego programu i kto wie, czy nie ważniejsza niż wyciąganie pieniędzy z naszych kieszeni, bowiem tworzenie nowoczesnych miejsc pracy, stabilność zatrudnienia, nowe inwestycje gwarantujące wzrost gospodarczy są kluczem do poprawy poziomu życia społeczeństw.
Premier Beata Szydło oraz pan Jarosław Kaczyński wiedzą, że rezygnacja z programu 500+ oznaczać będzie klęskę, a zatem muszą zrobić wszystko, aby znaleźć nowe źródła finansowania. Przypomnę tylko, że przyszły rok poprzedzą wybory do samorządów, a zwycięstwo w tych wyborach jest dobrą prognostyką dla wyborów parlamentarnych. Rząd znajduje się też pod presją obietnic wyborczych prezydenta Dudy, który naciska na realizację programu pomocy dla frankowiczów i podniesienie kwoty wolnej od podatku, co również wymaga dodatkowych środków finansowych. Jedynym bardzo wygodnym i prostym źródłem finansowania są dodatkowe obciążenia fiskalne społeczeństwa. Oszczędności budżetowe mają też ujemne strony, ale nie będę ich wymieniał z uwagi na wiele uwarunkowań.
Dotychczasowe rządy posiłkowały się też sprzedażą akcji majątku, którego właścicielem był skarb państwa. To ostatnie rozwiązanie raczej nie jest brane pod uwagę, ponieważ rząd zapowiada konsolidacje majątku państwowego i centralizację zarządzania oraz ręczne sterowanie kluczowymi spółkami skarbu państwa, podobnie zresztą jak w socjalistycznej Polsce. Spekulacje ekonomistów i specjalistów od strategii gospodarczej są dosyć zbieżne i raczej prognozują wprowadzenie kolejnych podatków i obciążeń o charakterze fiskalnym.  Jednym słowem, my wszyscy będziemy musieli się dołożyć do programu 500+. Zbliżamy się do przekroczenia progu świadomości społecznej, że rząd więcej nam odbiera niż daje i dotyczyć to będzie również rodzin otrzymujących świadczenie 500+. Należy przewidywać, że rządząca partia będzie używała różnych narzędzi, aby ten niekorzystny bilans dla wielu grup społecznych zaciemnić i poprzeć racjami moralnymi i społecznymi.
Wielu ekonomistów skłonnych jest forsować rozwiązanie, aby Polska przeszła do strefy euro, co rozwiązałoby wiele problemów, chociaż przy obecnym kursie euro strefy biedy mogą dramatycznie wzrosnąć. Wiele rządów, kiedy sytuacja finansowa państwa stawała się trudna, dokonywało wymiany pieniędzy. Przypomnę, że Polska dokonała tak zwanej denominacji złotówki w roku 1995. Jest pewne, że nadchodzi trudny czas dla budżetów rodzinnych, tym bardziej nic nie wskazuje na umocnienie kursu złotówki, a wiele artykułów i usług jest importowanych i dotyczą codziennych wydatków przy prowadzeniu gospodarstwa domowego. W dramatycznej sytuacji mogą znaleźć się emeryci, grupy pracownicze najniżej zarabiające, rodziny posiadające osoby niepełnosprawne i przewlekle chore. Jeszcze raz sprawdza się teoria, że populistyczna partia w krótkim czasie zamiast poprawiać warunki życia obywateli znacznie je obniża, bowiem ekonomii nie da się oszukać. Koszty, niestety, ponosi społeczeństwo.