Komitet Obrony Demokracji

ul. Górczewska 39, 01-144 Warszawa

NIP: 5252649748
KRS 0000604562

tel: 729 052 000
mail: [email protected]




NEWSLETTER

Urodzony 4 czerwca - KOD
Komitet Obrony Demokracji, KOD
8297
post-template-default,single,single-post,postid-8297,single-format-standard,eltd-cpt-2.2,ajax_fade,page_not_loaded,,moose-ver-3.4, vertical_menu_with_scroll,smooth_scroll,side_menu_slide_with_content,width_370,fade_push_text_right,transparent_content,grid_1300,blog_installed,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive
 

Urodzony 4 czerwca

Jacek Sut

Zastanawiam się, czy taki film by się udał? (jak „Urodzony 4 lipca”) Czy nie poległby pod nakolanniczą wizją historii, w której można jeno z patosem, o zmarłych dobrze i broń Boże z indywidualnej perspektywy historyczne wydarzenia referować?
Bohaterem mógłby być pijak poeta i dramaturg przedwcześnie i samotnie zmarły, znaleziony w mieszkaniu wiele dni po zgonie. Albo – oczywiście także nietrzeźwy wiecznie – milicjant z budzącym się sumieniem lub uczciwy – bohaterski jak warszawiak przerzucający chleb przez mur getta – esbek. A może ogólniej i poza tą datą – czy bohaterem polskiego filmu mógłby być oficer państwa podziemnego pertraktujący z okupantem w celu wydania i likwidacji oszalałego z zemsty cichociemnego, który mordując Niemców na tuziny swoją skutecznością przeraża obie strony. Szkopom odbierając resztki poczucia bezkarności, a Polakom fundując fale lawinowo narastających represji. A może Józef Rettinger byłby tematem ciekawym, acz nieoczywistym? Nie liczmy na żaden z tych scenariuszy. Wprzęgnięci jesteśmy w dyktaturę symboli, przeciw którym występki banicją kulturową, mordobiciem zagrożone są i hejtem.
Symbol jest naszym totemem, religią i krzyżem. Wszystko przemieniamy w symbole. Ostatnio nawet o rowerach zwyczajnie mówić nie sposób, bo zaraz, jeśli nie dobrze znani cykliści, to za nimi wegetarianie, a potem pedałowanie i tak dalej, tak dalej, tak dalej… Miesięcznice regulują polityczne kalendarze, a rocznice wytapiają powietrze ogniami rac i wyciem hymnu. Tęcza zamiast zachwycać niepokoi, a całować w rękę już niedługo będzie można jedynie prezesa.
Symbol odwołuje się do wiary, przekonań i uczuć – niechętnie kolaboruje z wiedzą i rzetelną oceną sytuacji. W 1989 roku furorę zrobił plakat z kowbojem ściskającym kartkę wyborczą, a zupełnie bez echa przeszedł komunikat zawarty w plakacie Henryka Tomaszewskiego, na którym – jak wspaniale wspomina Marcin Wicha w książce „Jak przestałem kochać design” – rozpaczliwie podkreślone słowo „zawsze” miało przypominać, że 2 i 2 = ZAWSZE 4.
Jeśli bowiem odkryliśmy, że wcześniej kłamliwie i perfidnie wmawiano nam, że 2+2=3, to wcale nie znaczy, że po zwycięstwie wyborczym Solidarności 2+2 będzie się równało 5. Rozsądek i profetyczna przenikliwość najwybitniejszego bodaj polskiego plakacisty jedno, a rzeczywistość drugie. Od 1989 roku wychodziło nam jednak zawsze 5. Mnie również, kiedy szacowałem swoje możliwości kredytowe i potencjał kapitalisty. Dziś drugi raz nie podjąłbym takich samych decyzji, bo spięcie niemożliwego równania w spójną całość nie może się udać na wiarę. Władzę jednak nade mną niepodzielną sprawowały symbole. Wcześniej wąsy, długopis, kowboj, okulary, opornik, palce ułożone w „v” i grzywka Ciechowskiego, a potem sushi, metro i szwajcarski frank. Nic nie znaczyło jedynie tego, czym było. Wszystko odnosiło się do czegoś więcej. W związku z tym jakiekolwiek zmiany w obrębie zwyczajnych – zdawałoby się – zagadnień skutkowały rewolucjami w świecie wartości i idei. Czyściuteńkie szaleństwo, w którym wszyscy tkwimy od norwidowskiego „Fortepianu Chopina” przynajmniej.
W Polsce nic nie jest tylko tym, czym jest i nikt nie może być jedynie sobą. Racjonalna postawa, w podstawowej mierze uzależniająca ocenę czynów od ich konsekwencji stała się świętokradztwem i zamachem na świat symboliczny jako jedyny trwały i spójny projekt rzeczywistości. Można więc kłamać, gdy się podpiera symboliką krzyża, opłaca się truć kraj podłym węglem, gdy odwołujemy się do symboliki górniczego losu i nic nie stoi na przeszkodzie bronić świętości każdego życia z wykluczeniem przewin zasługujących na stryczek. Symbole z natury swej są bowiem nieracjonalne, często ze sobą sprzeczne, pozbawione woli zespolenia w większą i spójną całość. Hitler pożyczył sobie hinduski symbol szczęścia, a babka Paula Gaugina, Flora Tristan dzięki hasłu „Proletariusze wszystkich krajów – łączcie się!” wylądowała na pierwszej stronie Trybuny Ludu. Uniesiona i zaciśnięta pięść „Czarnych Panter” doskonale pointuje się w „geście Kozakiewicza”, a Krystyna Pawłowicz unosząc obie ręce w geście victorii pieczętuje triumf apetytu nad smakiem.
Co więc oznacza data czwarty czerwca? Że symboliczna jest, to wiemy i bez powyższego wywodu. Trzeba się zatem wycofać, sięgnąć do osobistych wspomnień. Może warto zapytać tych, którzy mają taką szansę, co pamiętają z tego dnia? Ja pamiętam, że w akademiku kolega z roku wyżej wydał nam konkretne instrukcje, jak i na kogo głosować mamy. Solidarnościowi kandydaci w komplecie weszli do obu izb parlamentu. A kolega? Cóż, dziś jest szefem TVP Info. Co na pewno ma wymiar symboliczny.