Komitet Obrony Demokracji

ul. Górczewska 39, 01-144 Warszawa

NIP: 5252649748
KRS 0000604562

tel: 729 052 000
mail: [email protected]




NEWSLETTER

Starcie byka z parowozem - KOD
11048
post-template-default,single,single-post,postid-11048,single-format-standard,cookies-not-set,eltd-cpt-2.2,ajax_fade,page_not_loaded,,moose-ver-3.3, vertical_menu_with_scroll,smooth_scroll,side_menu_slide_with_content,width_370,fade_push_text_right,transparent_content,grid_1300,blog_installed,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive
 

Starcie byka z parowozem

Krótkowzroczność sytej Europy, a szczególnie aberracja naszych polityków i sporej części społeczeństwa mnie obezwładnia. Uporczywie wmawiane jest nam, że problem leży w tym, czy i w jakiej ilości przyjmować uchodźców do Polski. Nikt nie zastanawia się nad rzeczywistym faktem, jakim jest początek kolejnej Wędrówki Ludów. Przy tak stawianej sprawie my, Europejczycy, staniemy za chwilę przed tragicznym wyborem pomiędzy anarchią i eksterminacją przybyszy ze Wschodu.

Jacek Sut

Anarchii boją się wszyscy, ale z fałszywego powodu. Obiegowe opinie głoszą, że przyjmując uchodźców narażamy się już to na islamizację, konflikt cywilizacji, to na brud i zamęt, a w najlepszym razie na inwigilację przez obce służby i podejrzane reżimy. Ośmielam się twierdzić, że nie przyjmując uchodźców narażamy się na to wszystko po stokroć bardziej z tym, że w ramach otwartego konfliktu już wewnątrz naszych granic. Odmawiając ludziom (nieistotne, czy zrozpaczonym, czy podburzonym, bo bieda jest podglebiem dla każdej ekstremy) prawa do godnego życia tam, gdzie tego chcą, stwarzamy sobie nienawistnych, nieprzejednanych, a co gorsze, nieskończenie bardziej licznych wrogów. Wiktymologia mówi o zachowaniach ofiar, które przyparte do muru zmieniają się w agresorów.
Pokazujmy więc nienawistną twarz i zimne oblicze sytej Europy. Odpychajmy uchodźców butem i podstawiajmy nogi (filmując ich upadki). Upokarzajmy w obozach i na granicach. Sprowadzajmy ich los do losu przepędzanych zwierząt. I zakładajmy, że istnieją granice nie do przekroczenia (rzeczywiste i etyczne).
Wszystko niestety jest kwestią skali. Żaden europejski kraj nie dysponuje wystarczającymi środkami, by zatrzymać miliony ludzi napływających w szybkim tempie. I będą to miliony, których życie straciło na wartości, i których życie sami określamy (poprzez swoje zachowanie) za mniej warte od naszego. Stanie wtedy przeciw sobie świat masowej migracji, ludzi ginących jak muchy, ale nieustępujących, ponieważ pozbawionych nadziei i podatnych na propagandę, bo upokorzonych. Skoro nie dopuszczamy ich do naszego stołu, oni ten stół wywrócą, a my – tchórzliwi i obłudni – będziemy wtedy domagać się szacunku i miłosierdzia. Tylko, że już nikt wtedy nie będzie chciał nam współczuć.
Pomoc uchodźcom, przyjęcie ich w godnych warunkach plus (niestety bardzo kosztowne) programy asymilacyjne powinny stać się ekonomicznym, politycznym, cywilizacyjnym i pragmatycznym wyborem Europy. Inaczej daję nam jakieś pięć lat w miarę znanego porządku na świecie. Nie więcej. To, co nastąpi potem jest w tym momencie nie do wyobrażenia.