Komitet Obrony Demokracji

ul. Górczewska 39, 01-144 Warszawa

NIP: 5252649748
KRS 0000604562

tel: 729 052 000
mail: [email protected]




NEWSLETTER

Historia, której nie było - KOD
11005
post-template-default,single,single-post,postid-11005,single-format-standard,cookies-not-set,eltd-cpt-2.2,ajax_fade,page_not_loaded,,moose-ver-3.3, vertical_menu_with_scroll,smooth_scroll,side_menu_slide_with_content,width_370,fade_push_text_right,transparent_content,grid_1300,blog_installed,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive
 

Historia, której nie było

Jeśli Wasze dziecko powie, że idzie ze szkołą do kina, to nie zapomnijcie zapytać o tytuł, ponieważ trwa obecnie wielkie przedsięwzięcie naszej początkującej dyktatury – budowanie nowej świadomości narodowej na podstawie „Smoleńska”. A postaci takie jak Wałęsa, Mazowiecki czy Bartoszewski stają się bohaterami wyklętymi.

Zbigniew Wolski

Historia pewnej wystawy
W końcu biegłego roku za Odrą miały miejsce mało u nas znane wypadki. Niemcy świętowali okrągłą rocznicę zjednoczenia swego kraju.  Odbyło się wiele imprez towarzyszących temu wydarzeniu. Jedna z nich wywołała konsternację, ponieważ na przygotowanej przez polski rząd prezentacji nasi zachodni sąsiedzi dowiedzieli się o faktach im dotąd nieznanych. Niemcy ze zdumieniem odkryli, że największy udział w obalaniu komunizmu w bloku wschodnim mieli bracia Kaczyńscy wraz z Andrzejem Dudą, co więcej małą, ale znaczącą rolę odegrała tam również Beata Szydło. Jako, że wystawa przyjechała wprost z Warszawy nie wypadało jej po prostu wyśmiać. Skończyło się na stonowanych opiniach w prasie niemieckiej o niespełnianiu kryteriów naukowych i temu podobnych określeniach omijających problem. W ten sposób rozpoczął się nowy etap w dziejach naszej historiografii, zmieniający dobre na jeszcze lepsze albo zmieniający zastane fakty na myślenie życzeniowe i zwykłe brednie.
Bohaterowie wyklęci?
Jak zauważyli sami Niemcy czytając to, co dla nich przygotowaliśmy, nie wiedzieć czemu w materiałach zabrakło nazwisk Wałęsy, Geremka, Mazowieckiego, Bartoszewskiego i jeszcze wielu innych. Jeśli chodzi o Wałęsę to wyraźnie widać, że prezes Kaczyński po prostu go nie lubi, a jak wiadomo nie jest dobrze nie cieszyć się uznaniem prezesa. Animozje to jedno, gorzej jeśli są wykorzystywane do oszczerstw i pomówień. Nawet mało uważni obserwatorzy naszego życia politycznego widzą, że poprzez media narodowe ciągnie się wieloodcinkowy serial o zaawansowanym poszukiwaniu paragrafów na nieposłusznych osobników. Z Wałęsą poszło niezbyt dobrze. Wyciągnięta z podziemi teczka personalna dała co prawda krótkotrwałą pożywkę dla dziennikarzy, ale burza skończyła się szybciej, niż nawet optymiści zakładali. Z szybkich, kapturowych procesów nic nie wyszło i można powiedzieć szczerze, że ktoś się ośmieszył. Atak na Wałęsę był elementem kolejnego ogniwa odwracania kota ogonem. W tym przypadku poszło o znaczący fakt wyborów w 1989 roku. Wielcy i ci mniejsi komentatorzy udowadniali nam, że wspomniane wybory to rodzaj kolaboracji z komunistami, a nie jakieś tam wolne wybory. Pamięć ludzka jest ułomna, lecz pech chce, że większość z nas pamięta te czasy. Pozostaje więc pytanie, czy my wymagamy wizyty lekarskiej, czy władza kłamie publicznie?
Patroni ulic i szkół
Do bohaterów z historii zawsze mieliśmy stosunek zacny i niezbyt powściągliwy. Może nie znamy większości ich losów i dokonań, ale za to widnieją oni jako patroni naszych szkół, ulic i placów. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat dokładaliśmy jedynie tabliczek z nazwiskami coraz to nowych osób zasługujących na pamięć, aż „dobra zmiana” stanowczo się temu sprzeciwiła.
Teraz IPN ma pełne ręce roboty, ponieważ samorządy jeśli nie są pewne ogromu zasług jednego, czy drugiego patrona, do tego właśnie instytutu kierują zapytania formalne w tym zakresie. W sumie nie jest najgorzej, ponieważ ulic Bieruta czy Świerczewskiego nie znajdziemy już zbyt wiele w polskich miastach. To jednak nie wystarcza IPNowi, w końcu jeśli już ktoś zabrał się na poważnie za wysyłanie na śmietnik historii niektórych jegomościów o bardzo niewyraźnym życiorysie, to przecież można trochę poszaleć. Niejako przy okazji dostanie się również naszemu wojsku. Można w tym miejscu rozpocząć dyskusję na temat Ludowego Wojska Polskiego, jak bardzo było nasze i jak bardzo ludowe, jednak należy wspomnieć o kilku innych wątkach. Szybko okazało się, że resort obrony pana Macierewicza zakończył współpracę z organizacjami kombatanckimi, skupiającymi byłych żołnierzy zawodowych z ostatnich kilkudziesięciu lat, ponieważ zaklasyfikował ich wszystkich do jednego wielkiego zbioru osób wspierających komunizm. Dla mnie jest to spore uproszczenie. Jednak natura nie znosi pustki, więc jak na tacy podano nam wizerunki nowych bohaterów, kiedyś żołnierzy wyklętych. W tym pośpiechu okazało się, że tylko wyklęci zdają egzamin na bohaterów narodowych. Jakoś mało słychać o legionach, Piłsudzkim, armii polskiej na zachodzie. Tacy bohaterowie są jednak bardzo wymagający dla naszej władzy. Przed każdą kolejną głośną oprawą jakiegoś spóźnionego pogrzebu wyklętego, kancelaria prezydenta, jak również współpracownicy rządu muszą zadać sobie trud weryfikacji zamiaru pojawienia się na takiej imprezie. Sprawa dotyczy z reguły przyjrzenia się udokumentowanej działalności zbrojnych takich postaci. Znaczna część naszych bohaterów nowych czasów ma w życiorysie epizody, które określić można jako zwykłe rozboje lub zbrodnie przeciwko cywilom. Jeśli chcemy propagować ich heroiczną postawę wobec komunistów, powinniśmy jasno powiedzieć, że w latach czterdziestych trudniej było niż dzisiaj, podzielić wszystko na czarne i białe. Gdzieś po drodze, prawdopodobnie w celu wybielenia tego, co na pierwszy rzut oka wydaje się szarym, w tle pojawili się ukraińscy nacjonaliści jako czarny charakter i naturalna przeciwwaga do niekoniecznie poprawnych zachowań wyklętych. Ukraiński odpowiednik naszego IPNu podniósł rzuconą rękawicę i na początek nie zgodził się na wzniesienie pomnika jednemu z naszych cichociemnych, a później podjął karkołomną próbę udowodnienia, że rzeź wołyńska nastąpiła na skutek działań Polaków, co więcej udział w niej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów był znikomy. Pojawiła się u nas konieczność nakręcenia na ten temat filmu, zobaczymy – ocenimy.
Historia alternatywna
Polacy z natury nie są nazbyt łatwowierni i dość opornie idzie im zmiana sposobu myślenia o swoich dziejach. Pojawiła się tym samym konieczność zorganizowania strażników moralności, których zadaniem będzie nawracanie owieczek na właściwą drogę. Nie nadają się do tego szeregowi członkowie PiSu, bo jeszcze nie wypada czynić takich ruchów. Poszturchiwanie dziennikarza przed pałacem prezydenckim nie wyszło najlepiej. Swoje pięć minut mają dziś organizacje nacjonalistyczne, których popularność rośnie, co trzeba odnotować z przykrością. Rękoczyny w stosunku do liderów KOD-u w Gdańsku to jeden z takich przypadków. Wcześniej nacjonaliści mieli swoje święto w Białymstoku, z tego powodu do dziś uczelnia, która wynajęła im pomieszczenia musi się tłumaczyć, dodatkowo władze uczelni musiały jakoś wyjaśnić fakt, że poprosiły swoich studentów o zupełnie nie słowiańskich rysach twarzy o nie pokazywanie się w tym czasie na ulicy. Idąc za potrzebami przedsiębiorcy także postanowili ubogacić nasze życie i dostarczają na rynek wszelkiego rodzaju odzież patriotyczną, ta nazwa zawsze mnie nieco dziwi, co więcej dla bardziej wymagających klientów oferują kije baseballowe z patriotycznymi napisami.
Po rozbudowanych próbach alternatywnego spojrzenia na nasze dzieje, PiS wybrał dogmat, który ma budować naszą świadomość. Katastrofa smoleńska stała się stałym elementem życia politycznego, a ostatnio zawitała do kin. Po pierwsze, mamy jasny przekaz kto jest wrogiem. Wiemy już również, że spiski i zamachy to chleb powszedni dzisiejszej polityki. Zamachy te są oczywiście wymierzone w najznakomitszych obywateli naszego kraju. W tej psychozie jest pewna metoda. Ponoć kłamstwo, które zostanie powtórzone odpowiednią ilość razy staje się z czasem prawdą. Katastrofa smoleńska ma w zamiarach PiSu zasłonić nam całe postrzeganie otaczającego nas świata, nic ważnego poza nią nie istnieje. Wobec szczupłości pomysłów na politykę zagraniczną pomysł wydaje się odpowiedni. Jednak raczej nie trafia tam, gdzie powinien.
Po długiej walce powstańcy warszawscy zostali znów pokonani, tym razem przez resort obrony z ministrem Macierewiczem na czele i Smoleńsk zawitał na obchody wybuchu Powstania Warszawskiego. Aby było weselej najprawdziwsza z prawd dopadła także byłych więźniów obozów koncentracyjnych, nie ma wyjątków proszę państwa, jak wszyscy to wszyscy. Nie pytajcie mnie też o to co ma wspólnego odsiecz wiedeńska ze Smoleńskiem, jeśli jesteście ciekawi zmuszony jestem odesłać was z tym pytaniem do rządu. Apel smoleński  w tej formie uwłacza w zasadzie ofiarom tej katastrofy, jednak zauważam, że coraz mniej chodzi tu o tych, co zginęli. Historia jest obecnie poddawana brutalnemu upolitycznieniu. Pisanie historii od nowa to jedno z pierwszych zadań każdego szanującego się państwa autorytarnego. Jeśli ma się manię wielkości, nie popartą możliwościami, to najlepiej przygotować obszerne uzasadnienie i powołać do jego propagowania ludzi, może mało zdolnych, ale oddanych i posłusznych.