Komitet Obrony Demokracji

ul. Górczewska 39, 01-144 Warszawa

NIP: 5252649748
KRS 0000604562

tel: 729 052 000
mail: [email protected]




NEWSLETTER

A to Polska właśnie - KOD
10953
post-template-default,single,single-post,postid-10953,single-format-standard,cookies-not-set,eltd-cpt-2.2,ajax_fade,page_not_loaded,,moose-ver-3.3, vertical_menu_with_scroll,smooth_scroll,side_menu_slide_with_content,width_370,fade_push_text_right,transparent_content,grid_1300,blog_installed,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive
 

A to Polska właśnie

Elity PiS ciągle piszą program dla Polski otoczonej murem wrogich państw. Adresują ten program do części swojego elektoratu, który dostrzega Europę, kiedy trzeba wyjechać za chlebem do bogatszych, lub mieć okazję do narzekania i zazdrości, że tam to się dopiero zarabia. Jest w tym jakiś odruch patriotyzmu do swojej miejscowości wsi, który znajduje często finał w bójce na dyskotece, czy meczu IV ligi, kiedy przyjezdni wygrają mecz.

Jerzy Gogół

Jest w tym obrona tego, co znają, powinowactwo rodowodu narodzin, a także czasami wspólnego rozwiązywania problemów wraz z sąsiadami dotyczącymi szkoły, przedszkola, czy budowy miejscowej świetlicy. Nie występują różnice kulturowe, a niedzielna msza chociaż na godzinę łączy ludzi we wspólnej modlitwie. Europa daje znać, kiedy ktoś ze społeczności pracuje w Irlandii, Wielkiej Brytanii, czy w Niemczech.  Kiedy pojawia się na urlopie i opowiada o bogactwie, zwyczajach dziwnych i zarobkach tak wysokich, że dziw bierze, że tak płacą naszym za zwyczajną pracę. Gorzej kiedy wracają zmartwieni, bez dorobku psiocząc na cały świat tych wstrętnych Angoli, zawistnych Szwabów, co to Polaków nienawidzą, nie lubią i każą pracować ponad siły. Europa jawi się wtedy jako odległa kraina trochę z marzeń, trochę z telewizji i, dziwna, i zarazem obca.
Wartością staje się kłótnia z sąsiadem przepita pół litrem, kapliczka, co stoi od wieków i to pole, za które dają pieniądze z tej Unii Europejskiej, o której tak dziwnie mówią w kościele.  W tych wioskach i małych miasteczkach, kiedy każdy wie, kto jest kim i jakie zajmuje miejsce w hierarchii społecznej, ludzie czują się bezpiecznie, bo wszystko jest przewidywalne, a życie toczy się wolno od pierwszego do końca miesiąca pełne narzekań, czasami zakupów na krechę i wizyt w MOPS-ie po zasiłek. Wydarzeniem stają się kolejne wybory i ci, co przyjadą i zaczynają mówić o tym jak będzie, ale nie w Polsce, ale tutaj w tym miasteczku, i na tej wsi. Nie chcą słuchać o Polsce nowoczesnej w Europie, Trybunale, ale o tym, czy nawozy stanieją, czy cena żywca podskoczy, że obcy nie przyjadą i nie zburzą tego ładu, który od pradziadów dał początek i jest swojski w polach, warsztacie, gdzie stolarz przytnie kawałek kantówki, mechanik naprawi samochód, a w miejscowym sklepie kupi się kawałek kaszanki i w ośrodku zdrowia, w którym trzeba się kłócić się o skierowanie do specjalisty.
Ci, co przyjechali w sprawie wyborów, mówili o kulturze o nowoczesnej edukacji, otwarciu na Europę o nowych autostradach – ubrani po miastowemu i jacyż niezwyczajni chociaż odświętni… Co prawda wypadało ich wysłuchać, ale przecież Kasia nauczycielka w miejscowej szkole nie jednemu pomogła, aby nie repetował, doktorowa też ratowała ludzi z pożaru, a miejscowy rodzinny zespół gra na weselach i myślą wtedy, jak bardzo odległy jest świat przedstawiany przez tych polityków, i jak mało wiedzą o tym, co tutaj się dzieje.  A Europa daleko i niby buduje te autostrady, ale trzeba płacić jak trzeba jechać do rodziny na wesele do innego miasta.
My wszyscy, którzy uważamy, że można im lepiej urządzić życie, pokazać zależności pomiędzy bogactwem zachodu a drogą do poprawy zamożności, lepszych warunków życia, czujemy się czasami bezradni. PiS w tych małych miejscowościach i wsiach wygrał wybory, ponieważ dotarł do tych ludzi obiecując im złote góry i mówiąc ich językiem. Przed KOD-em trudne zadanie, jeśli chce zmieniać Polskę nie w metropoliach, ale właśnie tam, gdzie do tej pory nas nie było. To też jest Polska niedoceniana i lekceważona przez wielu działaczy z wyższej półki. Czują się tam niepewnie i często bywają tylko wówczas, kiedy muszą mówiąc slogany z pierwszych stron gazet.  Nie wiedzą co odpowiedzieć, kiedy miejscowi mówią o wymianie samochodu straży pożarnej, rowach melioracyjnych czy innych problemach, które wydają się na pozór tak błahe wobec problemów Europy, świata, globalizacji, czy innych, które dobrze wybrzmiewają, ale są tak odległe jak ta Europa, co daje pieniądze, ale jest jakaś obca. Warto podjąć dyskusję: jak znaleźć działaczy wśród tych, co tam mieszkają, są znani i mają autorytet. Jak ich przekonać, że jednak warto zmieniać nasz kraj, a przede wszystkim myślenie o świecie o innych narodach i o nas samych – po to, aby żyło się nam lepiej.